Wstaję dość wcześnie rano, późno chodzę spać a i tak się nie wysypiam, i nie mam prawie wcale czasu wolnego. Doba ma za mało godzin!
Pobudka: 6:15. Wstać, ubrać się, zjeść śniadanie, umyć się, wyjść. Rutyna.
Pięć minut idę na przystanek. O 7:05 autobus, jeśli się nie spóźni to około 7:35 jestem w Słupsku, idę jeszcze 15-20 minut do szkoły, o 8:00 zaczynam lekcje.
I tak mniej-więcej do 14:25, znowu 20 minut idę na PKS, po drodze kupuję chleb, czekam na autobus który powinien odjechać o 15:10. Ale zawsze odjeżdża przed czasem. Norma.
Przychodzę do domu o 15:45, jem obiad, i siadam do lekcji. Tzn. najpierw do j. polskiego. I tak pracę domową z języka polskiego piszę do około 19. I Facebook + muzyka w tle. Inaczej się nie da, a niektóre prace trzeba po prostu skonsultować…
Czasem uda się odrobić jeszcze inne lekcje przed kolacją, czasem nie. No i kolacja (koło 19), serwis informacyjny (Fakty, Wiadomości, co się nawinie), prysznic, i reszta lekcji / nauka. I mamy gdzieś 21, albo nawet 22. I zaraz trzeba iść spać, bo rano trzeba wstać!
Ja się pytam, a gdzie jest czas wolny?! Tylko szkoła, szkoła i szkoła… Po takim dniu jestem wykończony, nie mówiąc po tygodniu.
Nie ma czasu na programowanie hobbystyczne, nie ma czasu na czytanie o nowinkach technologicznych, nie ma czasu na blogowanie, nie ma czasu na moderowanie forum… Nie ma na nic czasu.
Jedyne chwile które udało mi się wyłuskać na czytanie tego co lubię i o czym lubię, to te w autobusie – prawie godzina, więc czasu w sumie niemało. No i czasami przerwy pomiędzy lekcjami.
Ale autobus przejeżdża przez miejsca gdzie telefon ma nikły zasięg, każda próba nawiązania transmisji danych kończy się fiaskiem. Znalazłem jednak bardzo sprytny i wygodny czytnik RSS na Androida, Pulse, który pobiera artykuły gdy mam dostęp do sieci i zapisuje je, tak że mogę je wtedy czytać. Może pokuszę się o jego recenzję. Kiedyś. Jak znajdę trochę czasu.
Doba ma naprawdę za mało godzin…